niedziela, 17 kwietnia 2011

Agonia




Leżę
Dusza rozpada się
jak skrawki spopielonego pergaminu
Porwie mnie wiatr
by szargać ciałem jak woreczkiem
po kanapkach od mamy
Płonęłam zbyt mocno
by zdołał mnie scalić
klej cudzych uczuć
Leżę
czekając na ciszę świata



Risa

czwartek, 24 marca 2011

Za sztandarem marzeń




- Gdzie jestem?

- Na wojnie, na wojnie Panie

- Jakiej wojnie? czemu zwiesz mnie Panem?

- Na Twojej wojnie, wojnie o przetrwanie,

Wojnie o pokój swego ducha,

Wojnie o uśmiech od ucha do ucha,

Wojnie o własne, podłe życie.

O swe marzenia zabite w niebycie.

- Gdzie…?

                                - Tu. Tu, w tym świecie.

- To sen jakiś?

                               - Wy nie wiecie?

- Obudziłem się, czy śnię?

W tym, czy innym świecie tkwię?

Gdzie jestem?

                               -Na wojnie Panie.

Słońca nie wyczekujcie. Nie wstanie.

Oberżnięty, ciężki księżyc wszystkim –

i niczym jednocześnie – bliskim.

- Deszcz…

                               -Potępienia,

wiecznego nieistnienia…

- Kiedy…?

                               -Zawsze, wiecznie…

- Dlaczego?

                               -Pan dobrze wie.

- Co z moim światem, moich snów?

- Jest wojna, Panie. Kryształowych głów.

Wojna marzeń.

                - Czyich?

                               -Waszych.

- Moich? znaczy… naszych?

- Waszych, Panie. O przetrwanie,

o istnienie i o trwanie,

wygrywanie, wdrapywanie,

krzywdzenie, wyzyskiwanie.

Grasz lub przegrasz, zginiesz

i odpadniesz, martwą dłonią skiniesz

w ramach buntu bez istnienia.

Bez domu, bez butów, mienia.

Sam jeden, nieistotny,

nieważny… bo przewrotny.

Skończony…

                               -Lecz przyrzeczony!

- Martwy…

                               -Ale z honorem.

- Bezdomny…

                               -Nie gardzę borem…

- Nie warto.

                               -Cóż więc innego?

- Walczyć. Z nimi. już bez tego.

- Nigdy. Prędzej spłonę.

- Czy warto?

                               -Nigdy nie ochłonę.

Nie oddam marzeń nikomu.

Mogę być bez butów, bez domu.

Nikomu. Rozumiesz?

                               -Tak Panie.

Bierzesz marzenia za umieranie

Będziesz martwy, lecz masz marzenia!

O ironio!... Niczego to nie zmienia…

Grasz lub przegrasz, nie ma drogi

Jest wojna. Czas pożogi,

zniszczenia, wykończenia,

walki. Pora zakończenia

wszystkich żywych snów.

- Więc padnę martwo zanim przyjdzie nów

Ten oberżnięty, ciężki, lecz żywy

Ten jaśniejący i życzliwy

Kwitnący srebrem pełnym marzeń

On, tylko on losem moich zdarzeń.

- Wasz wybór, Panie. Jest wojna…

- Wojna Istnienia! Nagrodzenia!

Wytrwałości. Niespokojna!

To i ja spokojny nie będę.

Jest wojna mówisz? Więc służbę odbędę.

Będę walczył, broczył się w krwi

zabijał, mordował. W tym cel tkwi?

Więc ręki nie cofnę. Nigdy.

Będę zabijał i walczył jak Wy.

Ale przeciw Wam. Przeciw światu.

Mordował będę marzeń katów,

miłości zabójców, snów przeciwników.

Sam jeden. W równym marzeń szyku.

A gdy przyjdzie mi umierać…

Zapatrzę się w Księżyc.

Cały dam się sponiewierać…

Lecz marzeń moich nikt nie zwycięży.




 Somhairle


niedziela, 20 marca 2011

Baaaa




Kochana Angeliko,

bardzo Cię lubimy,

lecz nie wygrażaj nam,

że wyrzucisz w kwietniu

nasze skromne grono.



Ścigasz nas jak Urząd Skarbowy,

z korespondencją iście ZUS`owską.

Twoją dbałość o Stowarzyszenie

rozumiemy, lecz krew nas jasna ... zalewa,

gdy czytamy Twe urzędnicze teksty,

w których brak tylko kurzej nóżki.



Droga Kleopatro,

my nie twe sługi,

nasza ojczyzna daleko stąd.

Lecz Cię kochamy i

z zamkniętymi oczami

rozkazy Twe przeczytamy.







KTM