Ta rozmowa nigdy się nie odbędzie,
Choć w głowie mam przygotowane po trzy kopie.
Dla każdego.
Dokładnie przecież ułożone zostały,
sceny, akty i rozdziały.
Mądre moralizatoria o powinności.
Trzy akapity o tym, jaki byleś głupi,
Wersetów siedem, że to już za późno.
Potem Twoja kwestia.
Dwie strofy zmyślnych przeprosin,
Parę epitetów, co do Twojej osoby,
Trzy wykrzykniki.
Nastepnie ja,
Że lepiej późno niż wcale,
Suche dwie linijki.
I jeszcze wzmianka,
Że to niewiele warte.
Sufler nie podpowie,
A Ty czytając didaskalia
potulnie spuścisz głowę.
I to by było na tyle
Z nędznego przedstawienia,
Z tym że ta rozmowa nie miała,
I nie będzie mieć miejsca.
______________________
Śmieszne trochę... pisać wiersz, który dwa miesiące później poniekąd się urzeczywistnia....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 grudnia 2013
niedziela, 8 grudnia 2013
* * * (trzy miary)
Trzy miary bezmiary
I przesadyzmu- ale bez przesady.
Kropel kilka żołądkowych,
Na rozluźnienie oddechu.
Parę szybszych kroków- ale bez pospiechu
Dwa lustra zbite,
I nowe obrazy.
Biała suknia,
Prawie dziewicy bez skazy.
Odrobina zazdrości, pomieszana z zaufaniem,
Nutka potępienia.
Z tego się właśnie składa,
Mój osobisty Tytanik.
I przesadyzmu- ale bez przesady.
Kropel kilka żołądkowych,
Na rozluźnienie oddechu.
Parę szybszych kroków- ale bez pospiechu
Dwa lustra zbite,
I nowe obrazy.
Biała suknia,
Prawie dziewicy bez skazy.
Odrobina zazdrości, pomieszana z zaufaniem,
Nutka potępienia.
Z tego się właśnie składa,
Mój osobisty Tytanik.
Autor:
Black
piątek, 22 listopada 2013
* * * (znamy dobrze prawdę)
Znamy dobrze Prawdę.
Akapit po akapicie.
Słowo po słowie.
Wiemy.
Wiemy też coś o szczęściu,
Że to bardzo subiektywne pojęcie,
i z rzadka znaczy po dwa to samo.
Przecież wiemy.
A jednak można świetnie udać,
rybi mat pośrodku źrenic,
i ruchy na poły mechaniczne...
Mówić o chlebie, maśle i sadzy,
pomijając ścinanie drzew.
i uśmiechać się...
bez powodu i znaczenia.
I wiemy również,
Raz z razu,
że inne wspólnie wyznajemy prawdy.
Każdy swoją.
A ja wiem ponadto,
że jeśli choćby raz jeden,
przyznam się mojej prawdzie...
Spadnę niżej, niż kiedykolwiek byłam.
Bo wiem, jak wysoko jest Niebo.
Autor:
Black
wtorek, 17 września 2013
Błyszczały w oddali pioruny,
I Ziemia cichutko zadrżała.
Rusałka strzepnęła skrzydła połamane,
Przysięgając samej sobie bezwzględne posluszeństwo.
Wilk po marszu przystanął przy kamieniu,
który stał się dla niego menhirem nagrobnym,
mniej więcej w chwilę, po wylizaniu pobitewnej rany.
Ojciec przedwcześnie przerwał płodzenie syna,
z jakiego miał być dumny za czas dojrzałości.
Westchnął zmęczony i stanął pod oknem domu,
postawionego na menchirze,
zaprawianego Rusałki wapnem.
Westchnął zapatrzony.
Prostytutka również zakończyła pracę,
patrząc na łunę znad palonej pajęczyny,
którego właściciela-pająka bezmyślnie depnęła
dwie chwile wcześniej.
Coś się zbliżało. Kroczyło powoli.
O bezwiednym poczuciu winy.
Bezowocnej porażki.
Patrzyli tylko przed siebie,
bo przecież są w stanie zatrzymać zegar.
Ale nie czas.
I Ziemia cichutko zadrżała.
Rusałka strzepnęła skrzydła połamane,
Przysięgając samej sobie bezwzględne posluszeństwo.
Wilk po marszu przystanął przy kamieniu,
który stał się dla niego menhirem nagrobnym,
mniej więcej w chwilę, po wylizaniu pobitewnej rany.
Ojciec przedwcześnie przerwał płodzenie syna,
z jakiego miał być dumny za czas dojrzałości.
Westchnął zmęczony i stanął pod oknem domu,
postawionego na menchirze,
zaprawianego Rusałki wapnem.
Westchnął zapatrzony.
Prostytutka również zakończyła pracę,
patrząc na łunę znad palonej pajęczyny,
którego właściciela-pająka bezmyślnie depnęła
dwie chwile wcześniej.
Coś się zbliżało. Kroczyło powoli.
O bezwiednym poczuciu winy.
Bezowocnej porażki.
Patrzyli tylko przed siebie,
bo przecież są w stanie zatrzymać zegar.
Ale nie czas.
Autor:
Black
czwartek, 11 lipca 2013
* * * (gryzie cię sumienie?)
gryzie cię sumienie?
nie szkodzi, śpij kochanie.
a tarantula chodzi ci po ścianie.
chcesz przepraszać?
nie wiem za co.
w snach poprzednich przecież mnie nie było.
to nie jest na tyle głęboka woda,
by się nią utopić.
więc śpij.
śpij kochanie.
a w snach tunel, wyłożony kijami.
kijami- samobijami...
śpij!
śpij kochanie!
a tarantula niech chodzi po ścianie!
niech uplecie pierze,
pierze cieple i mięciutkie
jak wybaczenie dla ciebie.
śpij.. śpij słodko kochanie,
i zdepnij tarantulę co chodzi po ścianie.
dokonaj egzorcyzmów, nad truchłem owada,
co ci w nocy sen pajęczyną przeplatał.
_________________________________________________________
wiersz z dedykacją dla mojego Braciszka, który podpowiedział ostatni wers :)
nie szkodzi, śpij kochanie.
a tarantula chodzi ci po ścianie.
chcesz przepraszać?
nie wiem za co.
w snach poprzednich przecież mnie nie było.
to nie jest na tyle głęboka woda,
by się nią utopić.
więc śpij.
śpij kochanie.
a w snach tunel, wyłożony kijami.
kijami- samobijami...
śpij!
śpij kochanie!
a tarantula niech chodzi po ścianie!
niech uplecie pierze,
pierze cieple i mięciutkie
jak wybaczenie dla ciebie.
śpij.. śpij słodko kochanie,
i zdepnij tarantulę co chodzi po ścianie.
dokonaj egzorcyzmów, nad truchłem owada,
co ci w nocy sen pajęczyną przeplatał.
_________________________________________________________
wiersz z dedykacją dla mojego Braciszka, który podpowiedział ostatni wers :)
Autor:
Black
niedziela, 10 marca 2013
tu nie chodzi o to
Bo tu nie chodzi o to,
Co jest tu napisane,
Nie o biedronki i stonki,
Na polu zbierane.
Nie o kleksy, ołówki, pióra czy markery,
I nie o drzewa. I nie o siekiery.
Nie chodzi o całusy, czy zeszyty pożyczone.
Nie o słowa, czy sekrety powierzone.
Nie chodzi tu o Ciebie, myszę albo niebo,
Nic z tych rzeczy, mój niestety kolego.
Nie o ubrania, na ziemię rzucone,
I nie o obrazki ciut krzywo przywieszone.
O nic nie chodzi, drogi kapitanie.
Bo tak jakby to wszystko,
tak trochę nic nie warte.
Co jest tu napisane,
Nie o biedronki i stonki,
Na polu zbierane.
Nie o kleksy, ołówki, pióra czy markery,
I nie o drzewa. I nie o siekiery.
Nie chodzi o całusy, czy zeszyty pożyczone.
Nie o słowa, czy sekrety powierzone.
Nie chodzi tu o Ciebie, myszę albo niebo,
Nic z tych rzeczy, mój niestety kolego.
Nie o ubrania, na ziemię rzucone,
I nie o obrazki ciut krzywo przywieszone.
O nic nie chodzi, drogi kapitanie.
Bo tak jakby to wszystko,
tak trochę nic nie warte.
Autor:
Black
niedziela, 20 stycznia 2013
tylko raz
Być może tak kocha się...
tylko raz.
Albo tak kochać można tysiące.
Ale może.. może tylko raz.
Tak raz i do szpiku
Tak raz bez pamięci
Tak raz się zniewolić
Tak raz aż do dreszczy.
Można tak. Tak tylko raz.,
A można tysiące, po trochu na raty,
I życie przeżyć można, z osobą obok,
Kochając namiętnie... tak tylko raz.
Można rozpaczać po tym razu kochania,
Tak bardzo, tak wczoraj
że zapomnieć chcesz najszybciej, o dniu poprzednim,
Nie istnieć teraz i o jutrze nie myśleć
A potem w niebycie i pustce utonąć
Zapomnieć i czekać na drugi raz.
Zdając sprawę sobie,
Że tak kocha się tylko raz.
A na starość zapomnisz,
Chowając słabości między zmarszczkami,
I mrugnięcie czy zdjęcie, przypadkiem przypomni,
Że tak bardzo kochało się tylko raz.
______________________________________________
z dedykacją dla takich dwóch facetów- Roberta i Macieja
tylko raz.
Albo tak kochać można tysiące.
Ale może.. może tylko raz.
Tak raz i do szpiku
Tak raz bez pamięci
Tak raz się zniewolić
Tak raz aż do dreszczy.
Można tak. Tak tylko raz.,
A można tysiące, po trochu na raty,
I życie przeżyć można, z osobą obok,
Kochając namiętnie... tak tylko raz.
Można rozpaczać po tym razu kochania,
Tak bardzo, tak wczoraj
że zapomnieć chcesz najszybciej, o dniu poprzednim,
Nie istnieć teraz i o jutrze nie myśleć
A potem w niebycie i pustce utonąć
Zapomnieć i czekać na drugi raz.
Zdając sprawę sobie,
Że tak kocha się tylko raz.
A na starość zapomnisz,
Chowając słabości między zmarszczkami,
I mrugnięcie czy zdjęcie, przypadkiem przypomni,
Że tak bardzo kochało się tylko raz.
______________________________________________
z dedykacją dla takich dwóch facetów- Roberta i Macieja
Autor:
Black
piątek, 11 stycznia 2013
* * * (gdy masz boga)
gdy masz boga,
i bogiem się czujesz,
to całkiem... miło...
gdy wydajesz rozkazy,
i rozkazy otrzymujesz...
miłe uczucie.
gdy służysz,
i służy Tobie...
jak krew przelewasz,
i w imię Twoje spływa krwawica
to się chyba nazywa
poczucie sensu.
gdy odwrócisz się na palcach,
cicho szepcesz zaklęcie,
ja zaczekam siedząc w kącie,
zaczekam aż przybędziesz.
za daleko popatrzę,
jeszcze raz się pomylę,
i złą ścieżką,
po wtóry do Ciebie przyjdę.
i bogiem się czujesz,
to całkiem... miło...
gdy wydajesz rozkazy,
i rozkazy otrzymujesz...
miłe uczucie.
gdy służysz,
i służy Tobie...
jak krew przelewasz,
i w imię Twoje spływa krwawica
to się chyba nazywa
poczucie sensu.
gdy odwrócisz się na palcach,
cicho szepcesz zaklęcie,
ja zaczekam siedząc w kącie,
zaczekam aż przybędziesz.
za daleko popatrzę,
jeszcze raz się pomylę,
i złą ścieżką,
po wtóry do Ciebie przyjdę.
Autor:
Black
niedziela, 2 grudnia 2012
szczurzy mistrz
Mistrzu szczurów!
Szczurzy, na swych włościach Panie!
Królu... szczurów.
Jakiś Ty piękny...
Nieogarnięty.
Rozczochrany,
choć niby grzebieniem poukładany
Mistrzu szczurzy!
Szczurzy Panie!
Bądź mi... szczurem zatem...
Szczurzy Mistrzu,
Szczurzy Panie,
Podejmij to błahe wyzwanie
By na moment swej świetności
Być okazem... okazem szczurzości.
Szczurzy królu, na królewskim piedestale!
Szczurzy Władco swych kanałów!
Skul się... myszko...
Szczurku...
Ja... ja Twoje szczury połykam.
ja się nimi dławię i truję.
Szczurzy Panie... szczurku kochany...
Ciebie.. nie tych szczurów pragnę.
Na kolana padnę,
.... tym, szczurzym pajacykiem...
podrapię niekusząco za uszkiem.
I zostanę z martwym marzeniem.
W pogoni za- nie moim- szczurkiem.
Szczurzy, na swych włościach Panie!
Królu... szczurów.
Jakiś Ty piękny...
Nieogarnięty.
Rozczochrany,
choć niby grzebieniem poukładany
Mistrzu szczurzy!
Szczurzy Panie!
Bądź mi... szczurem zatem...
Szczurzy Mistrzu,
Szczurzy Panie,
Podejmij to błahe wyzwanie
By na moment swej świetności
Być okazem... okazem szczurzości.
Szczurzy królu, na królewskim piedestale!
Szczurzy Władco swych kanałów!
Skul się... myszko...
Szczurku...
Ja... ja Twoje szczury połykam.
ja się nimi dławię i truję.
Szczurzy Panie... szczurku kochany...
Ciebie.. nie tych szczurów pragnę.
Na kolana padnę,
.... tym, szczurzym pajacykiem...
podrapię niekusząco za uszkiem.
I zostanę z martwym marzeniem.
W pogoni za- nie moim- szczurkiem.
Autor:
Black
środa, 24 października 2012
* * * (odchodzisz?)
* * *
-Odchodzisz?
-Nie wiem.
-To jak? Jesteśmy razem?
-A bo ja wiem.. a ty?
-A co ja?
-Ty chcesz zostać?
-Może...
-Spróbujmy do jutra.
-Jakiego jutra? Ile tych juter?
-Nie wiem.
-A może... może dajmy sobie spokój?
-Nie wiem.. a chcesz?
-Może...
-Daleko do świtu.
-To noc polarna.
-Którą sami sprowadziliśmy.
-No.. no tak.
-Daleko.
-... A jakby zapalić świeczkę?
-Po co? Wypali się.
-A może da trochę ciepła?
-Do pierwszego podmuchu. Zaśnijmy.
-To nie ma sensu, by spać obok problemu.
-Czemu? To łatwiejsze.
-Ale problemu nie rozwiązuje.
-No tak...
-Włącz światło. Jarzeniówkę się zapali.
-Nie.
-Dlaczego?
-Zbyt łatwo można ją zgasić.
-To co zrobimy?
-Siedźmy.
*
-Tu jest zimno.
-Trudno.
-Chociaż otwórzmy okno. Może nastał już świt.
-Zostaw.
-Poczekaj, to zajmie chwilę, otworzę okno i wrócę...
-Zostań.
-Po co?
-Masz rację, tu jest za zimno. Zostań obok.
-Jeśli otworzę okno, będzie jeszcze...
-Zostań.
-Dobrze.
*
-Zimno. Otwórz okno.
-Ale przed chwilą...
-Nieważne, otwórz proszę okno...
-Przytul, tak jak przed chwilą, i będzie cieplej...
-Otwórz proszę...
-To nie jest słabość.
-Otwórz okno.
*
-Kochasz mnie?
-Może... a ty?
-Nie wiem.
-A wyobrażasz sobie życie beze mnie?
-Nie.
-Ja też...
-Zostaniesz?
-Może.... a odejdziesz?
-Nie wiem.
-Poczekajmy jeszcze trochę... do świtu.
________________________________________________________
troczkę długie.... jesienno-handrowe.
-Odchodzisz?
-Nie wiem.
-To jak? Jesteśmy razem?
-A bo ja wiem.. a ty?
-A co ja?
-Ty chcesz zostać?
-Może...
-Spróbujmy do jutra.
-Jakiego jutra? Ile tych juter?
-Nie wiem.
-A może... może dajmy sobie spokój?
-Nie wiem.. a chcesz?
-Może...
-Daleko do świtu.
-To noc polarna.
-Którą sami sprowadziliśmy.
-No.. no tak.
-Daleko.
-... A jakby zapalić świeczkę?
-Po co? Wypali się.
-A może da trochę ciepła?
-Do pierwszego podmuchu. Zaśnijmy.
-To nie ma sensu, by spać obok problemu.
-Czemu? To łatwiejsze.
-Ale problemu nie rozwiązuje.
-No tak...
-Włącz światło. Jarzeniówkę się zapali.
-Nie.
-Dlaczego?
-Zbyt łatwo można ją zgasić.
-To co zrobimy?
-Siedźmy.
*
-Tu jest zimno.
-Trudno.
-Chociaż otwórzmy okno. Może nastał już świt.
-Zostaw.
-Poczekaj, to zajmie chwilę, otworzę okno i wrócę...
-Zostań.
-Po co?
-Masz rację, tu jest za zimno. Zostań obok.
-Jeśli otworzę okno, będzie jeszcze...
-Zostań.
-Dobrze.
*
-Zimno. Otwórz okno.
-Ale przed chwilą...
-Nieważne, otwórz proszę okno...
-Przytul, tak jak przed chwilą, i będzie cieplej...
-Otwórz proszę...
-To nie jest słabość.
-Otwórz okno.
*
-Kochasz mnie?
-Może... a ty?
-Nie wiem.
-A wyobrażasz sobie życie beze mnie?
-Nie.
-Ja też...
-Zostaniesz?
-Może.... a odejdziesz?
-Nie wiem.
-Poczekajmy jeszcze trochę... do świtu.
________________________________________________________
troczkę długie.... jesienno-handrowe.
Autor:
Black
czwartek, 4 października 2012
przyszli z pilnikiem
przyszli z pilnikiem.
na początku małym,
ale w dzieciecych oczach
urósł do rozmiaru nożyc.
nożyc, z których wycina się koszmary.
przypiłowali najpierw paznokcie.
polała się pierwsza krew,
gdy z paznokciami odcieli palce.
byś nie mógł już grać,
co siedzi na dnie Twej duszy.
to było w podstawówce.
bez rąk można trafić do gimnazjum.
tam już niema pilnika,
tam nikt nie wycina koszmarów.
wpadasz w całe płótno.
tam są tylko siekiery...
którymi odrąbują włosy,
wraz z cząstką Twojej duszy.
by magię z Ciebie wyzbyć
byś nie tańczył w deszczu,
byś nie miał marzeń
włosy, potem mózg do formy włożą
i do piekarnika szkoły średniej.
tam... tam już tylko dogorywasz.
i budzisz się jako nikt.
nikt z peselem,.
na koniec... albo na początku...
tam są jeszcze najbliżsi,
którzy rzucając Cię na podłogę
gołymi rękoma wyrywają Ci skrzydła....
zaślepieni dumą, którą miałeś im przynieść...
a na skrzydłach mogłeś lecieć...
wyżej, niż duma ustawiła im horyzont.
zaśpiewaj mi.
zanuć cichutko iskierkę,
i z krwawiącymi oczami,
patrz najdalej przed siebie,
dalej, niż pozwalają Ci oczy!
patrz!! patrz!
a może jesteś jak jaszczurka,
może i ręce jak ogon odrosną,
a jeśli nie....
biegnij ! biegnij,
jak nogi poniosą!
biegnij za siódmą górę,
za siódmą rzekę!
do kołysanki,
w której mogłeś mieć marzenia!
poczekam na Ciebie,
albo dopiero dogonię.
na początku małym,
ale w dzieciecych oczach
urósł do rozmiaru nożyc.
nożyc, z których wycina się koszmary.
przypiłowali najpierw paznokcie.
polała się pierwsza krew,
gdy z paznokciami odcieli palce.
byś nie mógł już grać,
co siedzi na dnie Twej duszy.
to było w podstawówce.
bez rąk można trafić do gimnazjum.
tam już niema pilnika,
tam nikt nie wycina koszmarów.
wpadasz w całe płótno.
tam są tylko siekiery...
którymi odrąbują włosy,
wraz z cząstką Twojej duszy.
by magię z Ciebie wyzbyć
byś nie tańczył w deszczu,
byś nie miał marzeń
włosy, potem mózg do formy włożą
i do piekarnika szkoły średniej.
tam... tam już tylko dogorywasz.
i budzisz się jako nikt.
nikt z peselem,.
na koniec... albo na początku...
tam są jeszcze najbliżsi,
którzy rzucając Cię na podłogę
gołymi rękoma wyrywają Ci skrzydła....
zaślepieni dumą, którą miałeś im przynieść...
a na skrzydłach mogłeś lecieć...
wyżej, niż duma ustawiła im horyzont.
zaśpiewaj mi.
zanuć cichutko iskierkę,
i z krwawiącymi oczami,
patrz najdalej przed siebie,
dalej, niż pozwalają Ci oczy!
patrz!! patrz!
a może jesteś jak jaszczurka,
może i ręce jak ogon odrosną,
a jeśli nie....
biegnij ! biegnij,
jak nogi poniosą!
biegnij za siódmą górę,
za siódmą rzekę!
do kołysanki,
w której mogłeś mieć marzenia!
poczekam na Ciebie,
albo dopiero dogonię.
Autor:
Black
niedziela, 30 września 2012
* * * (gdy zabraknie wody)
gdy zabraknie wody,
powiesz ze nastała susza.
i nawet nie spojrzysz na mnie,
że obok mnie jest studnia.
gdy zakwitną kwiaty,
pogrążysz się we wiośnie,
nie zorientujesz się kochanie,
że jesieni plotą mnie latorośle.
gdy hymn usłyszysz, że mury runą,
mojego śpiewu nie poczujesz,
w głosie tych których podziwiasz
mam nadzieje, ze w końcu to zrozumiesz...
gdy pada deszcz, i spijam słodkie wino,
chcę byś przysiadł się do mnie
i razem ze mną snując plany szerokie,
odważnie patrzył w przyszłość....
obok mnie.
przyjdzie taki dzień,
w którym pojmiesz, ile było to wszystko warte
ale w wigilię tego dnia...
mogę opuścić, ramiona rozwarte.
__________________________________________
Kiedyś obowiązywała zasada dodawania wierszy po 3 dniach od dodania poprzedniego.
Mam nadzieję ze nie jesteś zła Beatrice, że dodaję wiersz tego samego dnia co Ty, ale w przeciwnym razie napisz, i wiersz zniknie :) obiecałam Risie że stanę na rzęsach, zaklaskam uszami, a wiersz się dzisiaj pojawi,
powiesz ze nastała susza.
i nawet nie spojrzysz na mnie,
że obok mnie jest studnia.
gdy zakwitną kwiaty,
pogrążysz się we wiośnie,
nie zorientujesz się kochanie,
że jesieni plotą mnie latorośle.
gdy hymn usłyszysz, że mury runą,
mojego śpiewu nie poczujesz,
w głosie tych których podziwiasz
mam nadzieje, ze w końcu to zrozumiesz...
gdy pada deszcz, i spijam słodkie wino,
chcę byś przysiadł się do mnie
i razem ze mną snując plany szerokie,
odważnie patrzył w przyszłość....
obok mnie.
przyjdzie taki dzień,
w którym pojmiesz, ile było to wszystko warte
ale w wigilię tego dnia...
mogę opuścić, ramiona rozwarte.
__________________________________________
Kiedyś obowiązywała zasada dodawania wierszy po 3 dniach od dodania poprzedniego.
Mam nadzieję ze nie jesteś zła Beatrice, że dodaję wiersz tego samego dnia co Ty, ale w przeciwnym razie napisz, i wiersz zniknie :) obiecałam Risie że stanę na rzęsach, zaklaskam uszami, a wiersz się dzisiaj pojawi,
Autor:
Black
wtorek, 28 sierpnia 2012
Bzy
A może mój bez zakwitnie w czerwcu?
gdy bzy inne już dawno przekwitły
Może wtedy go dostrzeżesz,
Gdy wyróżniać się będzie bardziej niż teraz,
Mój czerwony bez.
A może gdy się rozejdziemy,
To dopiero zrozumiemy ,
Ile bzy te były warte,
Te czerwone, i te czarne
A może gdy inny ktoś bez mój zerwie,
I do wazonu przed Twym oknem włoży,
Może wtedy zobaczysz,
W jakiej trzymałeś mnie niepewności
Może gdy się rozejdziemy,
Może to jedyna droga,
Na tym rozwidleniu,
To dopiero się naprawdę odnajdziemy.
________________________________________
Witam wszytskich serdecznie. Nie bardzo wiem co napisać, by wyrazić radość że mogłam do Was wrócić. W każdym bądź razie, cieszę się bardzo :)
wiersz spisany był w maju.
gdy bzy inne już dawno przekwitły
Może wtedy go dostrzeżesz,
Gdy wyróżniać się będzie bardziej niż teraz,
Mój czerwony bez.
A może gdy się rozejdziemy,
To dopiero zrozumiemy ,
Ile bzy te były warte,
Te czerwone, i te czarne
A może gdy inny ktoś bez mój zerwie,
I do wazonu przed Twym oknem włoży,
Może wtedy zobaczysz,
W jakiej trzymałeś mnie niepewności
Może gdy się rozejdziemy,
Może to jedyna droga,
Na tym rozwidleniu,
To dopiero się naprawdę odnajdziemy.
________________________________________
Witam wszytskich serdecznie. Nie bardzo wiem co napisać, by wyrazić radość że mogłam do Was wrócić. W każdym bądź razie, cieszę się bardzo :)
wiersz spisany był w maju.
Autor:
Black
wtorek, 18 sierpnia 2009
W zasadzie to już było
W zasadzie to już
było..
Moje sny..
Moje łzy...
Moje poranki..
Te gorzkie, i
radosne..
W zasadzie to już
było...
Uśmiech na widok Twej
twarzy...
Szybsze bicie serca,
Gdy słyszałam Twój
głos...
W zasadzie to już
było...
Poszło daleko...
Daleko w las
niepamięci..
Wróciło.. co zniknąć
miało..
I czy naprawdę...
Skoro w zasadzie to
już było...
Źle zrobiłam..
Ze znów się
uśmiecham????
vampire vel Black
Autor:
Unknown
czwartek, 15 stycznia 2009
Drzwi do mego serca
Zatrzasnęłam drzwi,
Rozległo się pukanie,
No cóż…
Podjęłam decyzję,
Nie wpuszczę już
miłości,
Do mojego serca…
Żegnaj niewiasto
w krwawych szatach,
Co łamiesz serca
rycerzy,
Co na dno zaciągasz
czarownice,
Co dajesz nadzieję
żebrzącym…
Ja już nie chcę,
zostaw mnie,
W świętym spokoju,
To koniec, już
powiedziałam,
Proszę, odejdź,
Wraz z zachodem
słońca…
Wybiła północ,
Księżyc w pełni,
Na gwieździstym
niebie,
I trzask spękanej
szyby,
W drzwiach zamkniętych
przed chwilą…
Zimny nóż…
W różanych palcach,
Obok mojego serca…
vampire
Autor:
Unknown
wtorek, 30 grudnia 2008
Wspólny scenariusz
Zaczęliśmy pisać
scenariusz,
Krótką bajkę dla
dorosłych,
Tanim piórem,
Czerwonym atramentem…
I dłońmi, gotowymi do
pisania…
Napisałam Ci tekst,
Dałam Ci go do ręki,
Miałeś powiedzieć że
jesteś,
Miałeś powiedzieć że
kochasz…
Oddałeś mi swoją
wersję…
Lecz w niej aktorów
jest trzech…
Ty, ja, i jeszcze
inna…
Zwykła ludzka
Niezgoda…
Każesz mi płakać…
Łzy po sobie ronić…
Czytając mój
scenariusz, rumienisz się…
Masz rację, zbyt wiele
chciałam,
Odejdę więc w cień,
Tak jak każe mi
Niezgoda…
Wybacz, pomyliłam
pióra,
Pomyliłam ręce,
I bajki…
Bo to nie Ty masz być
Romeem…
vampire vel Black
Autor:
Unknown
piątek, 31 października 2008
Kiedy Ci smutno, kiedy Ci źle
Kiedy pomyślisz, że
jest Ci źle,
Powiedz po prostu
,,Carpe Diem"
Kiedy za oknem pada
deszcz,
Wyjdź na zewnątrz- i
deszczem się ciesz,
Kiedy w szkole ocena
nijaka,
Pamiętaj że zawsze
istnieje poprawa,
Kiedy z przyjacielem
oziębisz stosunki,
Pamiętaj że kiedyś
przejdą Wam smutki,
Kiedy świat na łeb Ci
się wali,
Pamiętaj, są przecież
jeszcze kochani,
Kochani moi,
Kochani Twoi,
Kochani wszyscy
ludzie,
Którzy są z Tobą nawet
i w życia trudzie,
Pamiętaj, choćby było
naprawdę źle,
Zawsze znajdzie sie
ktoś,
Kto pomóc chce...
vampire vel. Black
Autor:
Unknown
Subskrybuj:
Posty (Atom)