sobota, 30 kwietnia 2011

* * * (ciemna noc)




Ciemna noc a my idziemy
wokół strach a my wciąż brniemy
ten zabójczy optymizm
przesycony wiarą
daje siły niedostępne nigdzie indziej
on nas chroni od śmierci
choć ta już drży w gniewie
ale my wciąż lepsi
tak poznajemy siebie
by żyć świadomie
wypełniać przeznaczenie
charakter i dusza
cenniejsze niż mienie
to nie jest cierpienie
to dojrzewanie
optymizm wiara
naszym orężem i hasłem
nie pójdą tą drogą ci
którym życie udręką jest
lub zabawą
to ścieżka tych którzy
inaczej żyć na tym świecie
nie potrafią




Katie

 

niedziela, 17 kwietnia 2011

Agonia




Leżę
Dusza rozpada się
jak skrawki spopielonego pergaminu
Porwie mnie wiatr
by szargać ciałem jak woreczkiem
po kanapkach od mamy
Płonęłam zbyt mocno
by zdołał mnie scalić
klej cudzych uczuć
Leżę
czekając na ciszę świata



Risa

czwartek, 24 marca 2011

Za sztandarem marzeń




- Gdzie jestem?

- Na wojnie, na wojnie Panie

- Jakiej wojnie? czemu zwiesz mnie Panem?

- Na Twojej wojnie, wojnie o przetrwanie,

Wojnie o pokój swego ducha,

Wojnie o uśmiech od ucha do ucha,

Wojnie o własne, podłe życie.

O swe marzenia zabite w niebycie.

- Gdzie…?

                                - Tu. Tu, w tym świecie.

- To sen jakiś?

                               - Wy nie wiecie?

- Obudziłem się, czy śnię?

W tym, czy innym świecie tkwię?

Gdzie jestem?

                               -Na wojnie Panie.

Słońca nie wyczekujcie. Nie wstanie.

Oberżnięty, ciężki księżyc wszystkim –

i niczym jednocześnie – bliskim.

- Deszcz…

                               -Potępienia,

wiecznego nieistnienia…

- Kiedy…?

                               -Zawsze, wiecznie…

- Dlaczego?

                               -Pan dobrze wie.

- Co z moim światem, moich snów?

- Jest wojna, Panie. Kryształowych głów.

Wojna marzeń.

                - Czyich?

                               -Waszych.

- Moich? znaczy… naszych?

- Waszych, Panie. O przetrwanie,

o istnienie i o trwanie,

wygrywanie, wdrapywanie,

krzywdzenie, wyzyskiwanie.

Grasz lub przegrasz, zginiesz

i odpadniesz, martwą dłonią skiniesz

w ramach buntu bez istnienia.

Bez domu, bez butów, mienia.

Sam jeden, nieistotny,

nieważny… bo przewrotny.

Skończony…

                               -Lecz przyrzeczony!

- Martwy…

                               -Ale z honorem.

- Bezdomny…

                               -Nie gardzę borem…

- Nie warto.

                               -Cóż więc innego?

- Walczyć. Z nimi. już bez tego.

- Nigdy. Prędzej spłonę.

- Czy warto?

                               -Nigdy nie ochłonę.

Nie oddam marzeń nikomu.

Mogę być bez butów, bez domu.

Nikomu. Rozumiesz?

                               -Tak Panie.

Bierzesz marzenia za umieranie

Będziesz martwy, lecz masz marzenia!

O ironio!... Niczego to nie zmienia…

Grasz lub przegrasz, nie ma drogi

Jest wojna. Czas pożogi,

zniszczenia, wykończenia,

walki. Pora zakończenia

wszystkich żywych snów.

- Więc padnę martwo zanim przyjdzie nów

Ten oberżnięty, ciężki, lecz żywy

Ten jaśniejący i życzliwy

Kwitnący srebrem pełnym marzeń

On, tylko on losem moich zdarzeń.

- Wasz wybór, Panie. Jest wojna…

- Wojna Istnienia! Nagrodzenia!

Wytrwałości. Niespokojna!

To i ja spokojny nie będę.

Jest wojna mówisz? Więc służbę odbędę.

Będę walczył, broczył się w krwi

zabijał, mordował. W tym cel tkwi?

Więc ręki nie cofnę. Nigdy.

Będę zabijał i walczył jak Wy.

Ale przeciw Wam. Przeciw światu.

Mordował będę marzeń katów,

miłości zabójców, snów przeciwników.

Sam jeden. W równym marzeń szyku.

A gdy przyjdzie mi umierać…

Zapatrzę się w Księżyc.

Cały dam się sponiewierać…

Lecz marzeń moich nikt nie zwycięży.




 Somhairle