sobota, 6 października 2012

Do M***

Idę ulicą w alei chmur
głuchy na świat, oddzielony ścianą
usłaną różami co z pęków chylą mi Ciebie
a ja, jakby w okowach wciąż idę po niebie
kiedy autobus wyłania się z mgieł
i czeka jak rumak, aż puszczę dalej wodzy
by przysiąść znów, by wzlecieć k'Tobie
przysłaniającej me oczy obrazem pragnień
(na wzór syreny, jakże bajecznej)
równie pięknym jak i fałszywym
bo kiedy tylko go sięgam
rozpływa się niczym sen
a mnie pozostają jeno łzy...


_________________________

Za oknem znowu pada deszcz....

czwartek, 4 października 2012

przyszli z pilnikiem

przyszli z pilnikiem.
na początku małym,
ale w dzieciecych oczach
urósł do rozmiaru nożyc.
nożyc, z których wycina się koszmary.

przypiłowali najpierw paznokcie.
polała się pierwsza krew,
gdy z paznokciami odcieli palce.
byś nie mógł już grać,
co siedzi na dnie Twej duszy.

to było w podstawówce.
bez rąk można trafić do gimnazjum.
tam już niema pilnika,
tam nikt nie wycina koszmarów.
wpadasz w całe płótno.

tam są tylko siekiery...
którymi odrąbują włosy,
wraz z cząstką Twojej duszy.
by magię z Ciebie wyzbyć
byś nie tańczył w deszczu,
byś nie miał marzeń

włosy, potem mózg do formy włożą
i do piekarnika szkoły średniej.
tam... tam już tylko dogorywasz.
i budzisz się jako nikt.
nikt z peselem,.

na koniec... albo na początku...
tam są jeszcze najbliżsi,
którzy rzucając Cię na podłogę
gołymi rękoma wyrywają Ci skrzydła....
zaślepieni dumą, którą miałeś im przynieść...

a na skrzydłach mogłeś lecieć...
wyżej, niż duma ustawiła im horyzont.

zaśpiewaj mi.
zanuć cichutko iskierkę,
i z krwawiącymi oczami,
patrz najdalej przed siebie,
dalej, niż pozwalają Ci oczy!
patrz!! patrz!
a może jesteś jak jaszczurka,
może i ręce jak ogon odrosną,
a jeśli nie....
biegnij ! biegnij,
jak nogi poniosą!
biegnij za siódmą górę,
za siódmą rzekę!
do kołysanki,
w której mogłeś mieć marzenia!
poczekam na Ciebie,
albo dopiero dogonię.

poniedziałek, 1 października 2012

Wyznanie miłościoholiczki


miłość
towar deficytowy
stoję w kolejce
już parę wiosen
i wciąż brakuje go na stanie

nadal nie mam kogo kochać
i cierpię w duchu
czuję się jak
marna kopia Wertera
skazana na obłęd

odkąd pamiętam
zawsze ciągnęło mnie
do ckliwych piosenek
melodramatów
a świat wokół krzyczał
love love love

tęsknię do romantyczności
i cicho wierszuję
podczas nocy bezsennych
bo umierać też można
z braku miłości

nie będę zaprzeczać
stokroć smutno zerkam
gdy odchodzisz
i dalej bazgram anonse
palcem po szybie


____________________________________________________________

Mam nadzieję, że się nie pogniewacie na widok mojego kolejnego wiersza, który napisany został dzisiaj, a pomysł nadszedł podczas niedawnej rozmowy z pewną koleżanką ;)