czwartek, 3 kwietnia 2014

Mój przyjacielu

Mój stary druhu.
Tyle to już lat.
Wciąż słowa Twe mam w uchu,
Które mi rzekłeś ruszając w Świat.

Mój przyjacielu.
Czasu już tyle minęło.
Nie rozmawialiśmy od lat wielu.
Nie chcesz mówić, co nowego.

Nowych przyjaciół dziś masz.
Oczytanych znawców, bandy artystów.
Do starego kumpla się nie przyznasz.
Chciałbym rzec, że szkoda słów,

Lecz byłeś mi przyjacielem
Rzekłbym, że bratem.
Dziś jesteś zerem
Po przyjacielu wrakiem.

Bo jesteś lanserem,
Pierdolonym zerem.
Serwującym niby oczytaną zupę.
Skończ grać dobrego!
Skończ udawać kolego!
Proszę Cię tylko, idź rzuć się w kupę. 

___________________________________________________________________

Ze specjalną dedykacją dla paru osób. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

To koniec

Płaczę wylewając łzy.
Łzy spływające na kartkę papieru
Rozlewając atrament.
Rozmazując poprzednio zapisane słowa.
To już chyba koniec.
Nastała ta chwila.
Mojego końca,
Końca twórczości,
Poezji pisania.
Nie ma weny.
Brak sił,
Ale to nie może być koniec.
Przecież żyję,a do śmierci daleko.
Umarła moja twórczość.
Mój talent we mnie zgasł.
To nie prawda Boże,Panie powiedz.
Nastała cisza.
A w moich myślach pustka.
Pustka,a w sercu rana.
Rana ,bo odeszła część mnie.
Kolejna z każdą stratą mojego życia coraz mniej.
Nastała chwila zapomnienia.
Myśli zagubienia
I sensu życia zatracenia.
To koniec.
Nie chcę ,ale muszę odejść.

W moich czterech ścianach


W moich czterech ścianach tak mało jest miejsca,
na biurku przy lampce leżą stare papiery,
pogniecione, porwane, całe w poziomych kreskach,
projekt – „Praca”, „Dorosłość” i „Życie wśród perspektyw”.

W moich czterech ścianach trudno mi się pozbyć,
pamiątek na szafce i tych zbyt małych bluzek.
Jakbym tego nie widział i sam przed sobą wątpił,
że to co było kiedyś nigdy już nie powtórzę.

W moich czterech ścianach zamiatam po dywan,
wszystkie trudne sprawy i bolesne wspomnienia,
żebym gdy tutaj jestem tylko tego nie widział,
chociaż trudno jest ustać chodząc po własnych śmieciach.

W moich czterech ścianach nie przyjmuje gości,
nie otwieram okien, drzwi zostawiam zamknięte,
bo gdy ktoś tutaj przyjdzie, zawsze potem odchodzi,
wywracając na nowo co dla niego sprzątnięte.

W moich czterech ścianach nie musze ukrywać,
jak bardzo nie umiem i jak jestem zmęczony.
Tylko puste butelki i wczorajsze naczynia,
patrzą na mnie tak jakbym znowu czegoś nie zrobił.

W moich czterech ścianach jak w stajni Augiasza,
rządzi chaos i woń życia, w którym jest brudno.
Zalej mnie swą miłością, niech to co mnie otacza,
zniknie wraz z nurtem rzeki zanim będzie za późno.