sobota, 12 lipca 2014

Ojcze

Często myślę o prawdzie
Prawdzie ,choć zakrywam ją kłamstwem.
Tak mi łatwiej uwierzyć
W to,że już nie wrócisz.
Wyobrażam sobie świat wymyślony
By zapomnieć o tym co teraz
I jak bardzo dotknęła mnie Twoja śmierć.
Myślę o Twojej śmierci jako anielskiej misji
A o Twoim życiu jako krótkiej chwili,
Która teraz jest dla mnie tylko wspomnieniem.
Wspomnieniem które zadaje tyle bólu.
Wyobrażam sobie,że mogłeś być tylko po to by:
Wychować,nauczyć zasad
I jakie życie jest trudne.
I jak trudne jest teraz
Puste,bez Ciebie.
Gdy patrzysz z nieba,a nie jesteś tu.
Byłeś na chwilę,a nie tak dawno przybyłeś.
Odszedłeś zabierając dużą część mojego serca Ojcze.
Chcę Ci wybaczyć,ale nie potrafię.
Za dużo bólu sprawiło mi Twoje odejście.
Za dużo wylanych łez,a to jeszcze nie koniec.
Nadal będą spływały po policzkach jak strumień
Gdy tylko tęsknota za Tobą narośnie.
Z każdym dniem,godziną jest mi co raz ciężej pojąć.
Zrozumieć to ,że teraz jesteś aniołem
I nie wrócisz na ziemie.
Czemuś,czemuś mnie opuściłeś Ojcze?
Czemu to zrobiłeś?
Nie cierpię mniej ,choć tego chciałeś.
Każda chwila przy Twoim grobie jest udręką.
Gdy tam stoję,modlę się do Pana
O Twój powrót jako osoby żywej
Żywej już na wieczność.
Czemu to musi być takie trudne,
Czemu ja muszę tęsknić najbardziej?
Proszę odpowiedz mi choć pół słowem.
Chcę usłyszeć Twoje wyjaśnienie Ojcze.
Chcę usłyszeć odpowiedź:
Czemuś czemuś mnie opuściłeś Ojcze.
Z tymi pytaniami zasypiam co noc.
Przychodzisz we śnie i próbujesz pocieszyć,
Wmówić,że tak naprawdę nie tęsknie,że
To tylko moje złudzenie.
Kłamiesz!
Zakrywasz prawdę kłamstwem.
Jak możesz?!
Jak mogłeś mi to zrobić?!
Teraz wróć i to napraw bo dłużej tej tęsknoty nie zniosę.



środa, 25 czerwca 2014

Te pare słów


Gdybym powiedział Ci parę słów
na ucho może - szeptem księżyca
lub pod namiotem w pohukiwaniu sów
- nie wiem - nieważne, może być i ulica.

Słów kilka - nie poema - tak prostolinijnie
jak blask księżyca drgający na sowim głosie
i czy w namiocie, czy w samochodzie - jak mylnie
- patrzymy na miejsce, atmosferę, wiatr we włosie.

A przecież to słowa dwa, może i trzy
nieznające czaru snu pod gwiezdnym niebem
czy szeptu - mowy delikatniejszej struny
- a przecież mylnie patrzeć gdzie inniej jak w oczy
                                                       samej Ciebie

środa, 18 czerwca 2014

II

To nie był czas dla optymistów,
Ludzi dobrej woli,
Co przy wyjściu po chleb żytni
Czule by się nie żegnali.

I nie świat dla serc otwartych,
Dobrych, głośnych i nie twardych.
Tak tęskniących za swym bratem
W dniu, gdy
By nim być - starczało bycie Polakiem.

W godzinie
Gdy słońce płacze, zapominając
O walecznych myślach
Gdzie nikt nie ginie.