środa, 1 lipca 2009

Być na nie!




Czasem chcę się wyłączyć z tego świata
Nacisnąć przycisk i ogłuchnąć

Nie myśleć, nie pragnąć, nie kochać

Srebrne gałęzie przesuwające się
Podobne do płomyków życia

Nie śnić, nie marzyć, nie żałować

Słowa wypływające w morzu warg
Same nauczyły się nurkować do duszy

Nie żałować, nie pisać, nie czytać

Aksamitna woda wciąż taka niezwykła
Nieuchwytność nielotnej myśli

Nie  krzyczeć, nie płakać, nie mówić

Złote promienie bezlitosne dla człowieka
Każdą tajemnicę widać na dłoni

Nie tańczyć, nie widzieć, nie pytać

Dyndający srebrny łańcuch pępka
Świat ma paść u stóp  na miejsce

Nie robić, nie zbiegać, nie udawać

Żyć.





kukurydza

 

środa, 24 czerwca 2009

przemęczeni




lekko pląsa między
kwiatem wiśni,
między pniem, gałęzią-
 wiatr.

chcę uczuć
 fraszki
bezwiednych ludzi.

zatopić zagryźć zamknąć..
odpocząć?




aleksandra.

 

niedziela, 21 czerwca 2009

Pokój




W pomieszczeniu na zużyte ciała

mogliśmy jedynie milczeć.

Było nas troje: ja, ty i Bóg.

Zamknęli tam nie-nasze dusze,

które jakby ciążyły im przez wartość.



Pamiętasz, jak co trzy dni o 19 z minutami

zamykałam oczy pod poduszką?

Ona przynosiła wskazówki i tylko

naiwna Aleksandra miała jeszcze nadzieję,

że plan się powiedzie.



Ty nie wierzyłaś.

Powtarzałaś, że nie ma Boga,

a czułam Jego obecność w każdym

kęsie spalonej trawy.



Nasze krzesła były zawsze puste.

Przywiązywali mnie do nich

wstążkami zagłuszania sumienia.

Nie umiałam uciekać.



W nocy przyłapali nas na lataniu za oknem.

Były kraty na trzecim piętrze,

zmyślone historie o umieraniu.

Dłonie zaciśnięte powietrzem,

za mało tlenu, za mało kofeinowych

doznań, jak wtedy: z głodem wolności.



Przykleiłaś do siebie pastylkowe skrzydła.

Nie lubiłaś pożegnań.

Zostawiłaś mi jedynie trzy ściany,

zabrałaś nawet Boga.






Canard