sobota, 3 października 2009

Zabawa




Raz, dwa, trzy! Wypadasz TY!



kości rzuciły się na wyblakłe prześcieradło

mielibyśmy więcej do wyboru

gdyby dłonie przestały grzeszyć naiwni

ci którzy pomarszczonym życiem

wciskają się w ostatnią ramę wschodu



ene due rabe dla ciebie ta modlitwa

nie dostaniesz więcej nic choćbyś

musiał wybierać miedzy sobą a mną

na zawsze pozostaniesz tragiczny



to ja jestem światłem tyś zaledwie naskórkiem

nieskąpych wrażeń i spódnic zadartych

z pokolenia dennych próbek życia

smakujesz niczym ksiądz winogrona



nakarmię cię grzechem o ciało niespróbowane

później wyjdę lustrem spalę nasze mosty

nie zostawiając iskry byś mogło zapłonąć

zniknę w egoistycznym świecie dla takich

jak ja upitych kłamstwem uśpionych złudą



nieuważne oddechy pustymi dzwonkami do drzwi

mówią co mamy robić biją po twarzy na oślep

palimy w ukryciu jakby narkotykiem bywały

orgie dusz opętane pięknem



Cztery, pięć! Kolejną siebie odrywasz część!






Canard

 

środa, 30 września 2009

'czerwiec





palce z wargami splecione w długie warkocze,
uciskając sentymenty całowały próg drewniany.
gdy usta krwią przebrzmiały, jak dzwony
niedzielne, echo myśli niosło,
a bose stopy biegły, kąsane przez żuki
i niedorzeczności. niedomkniętych drzwi
skrzypnięcia, gdy tlen ulatywał w gąszcz
zielonej trawy.



aleksandra.


czwartek, 24 września 2009

* * * (woń spalonych snów)




 Szachowe figury odwróconych toposów

Bohater- potworem, potwór- bohaterem

Po ulicach tak miłych, woń spalonych snów

Chór piewców życia wśród głębokiej ciemności

Oddziela pragnienia, do bydlęcych pcha

Wagonów; Ekspresu Przepaści i Kryzysu

Po brukowych chodnikach potłuczone butelki

Ukulane wolnością młodych, straconych lat

Pełne krystalicznych łez

Mocniejszych niż stal, lecz nad lód zimniejszych

Echem niesie bohaterstwa

Wspomnienie o wczorajszym dziś

Warszawa nie ta sama



Struga figury drewnianych ludzi wciąż

Brodaty dziadek los

Przy kominku zwyczajnie zwęglonych ciał

Rośnie niemych lalek stos





Nierozpoznany