poniedziałek, 12 listopada 2012

Drapacze II


położyłeś niemowlę spać
chwytało twoje palce w rączki
gdy głaskałeś je po buzi
przyszedłeś do pokoju
czekałam na ciebie
powiedziałeś coś że chciałbyś mieć córeczkę
i że nazwałbyś ją Victoria Angelica
burza jakby się wzmogła
padło jeszcze kilka słów
a potem zaległa cisza
tak gorąca że można by nią ogrzać
lodowaty granat nieba
z taką czułością tuląca do piersi

huczały w niej myśli
jak potężne wodospady

nie mówiłeś nic
widziałam wszystko w twoich oczach
jak patrzyłeś na chłopca
i jak teraz na mnie

---

miękkie światło kinkietów
rozjaśniało pokój w półmroku
oświecił go blask jej ciała
nie pragnął już nic więcej

a potem znów zamyślony
gładził ją po policzku
układał do snu u swego boku
szepcząc czułe słowa na dobranoc

ostatnie błyski przemknęły nad miastem
ciepły deszcz ukoił niebo
i czarne ściany drapaczy

niedziela, 11 listopada 2012

* * * (Powstańcie żołnierze)


Powstańcie żołnierze, co ziemi swej bronią.
Za każdym z nas widma wojny gonią
Wnikają do serca siły odbierają
śmierć  rychłą zwiastują, spokoju nie dają
Nie bójmy się tej którą spotkać mamy
Datę z nią spotkania wybierzmy my sami
Nie dzisiaj nie jutro, lecz za wiele lat
Gdy zmęczy nas życie i zmieni się świat.

Podnieście się z ziemi, karabin na ramię
Dziś koniec tej walki, nikt nas już nie złamie
Przystańmy na chwilę, pokłońmy się ziemi
To o nią walczymy i ją chcemy zmienić
Zakończmy to wszystko, nim  opadnie mrok
Piszemy historię, nasz ostatni krok
Ramię w ramię idźmy, niech noc przyjmie nas
By odzyskać wolność nadszedł właśnie czas.



Witam! Przesyłam mój pierwszy wiersz. Czekam na Wasze opinie i komentarze.

sobota, 10 listopada 2012

Drapacze

stałam przy szklanej ścianie
za sobą mając oświetlony pokój
patrzyłam na miasto nocą

przez wielkie okno
widziałam światła drapaczy
których dachy miałam na wysokości oczu

były jak przyjaciele - uważne cierpliwe i słuchające
były oparciem - tak liczne i zaprzyjaźnione

nie szukałam szczegółów
nie patrzyłam na parkujące w dole samochody
podziwiałam majestat drapaczy
i przejrzysty granat nieba

odwróciłam się
siedział na kanapie
wpatrzony w kremowe ściany pokoju
zamyślony jak zawsze
w oczach błyskały płomienie
z kominka albo i nie

---

wyciągnąłeś rękę
nie w geście pożądania ani nawet zachęty
ot tak - oddania
studiowałam jej kształt i wymowę
prawie jak Michał Anioł

nie musiałam się rozbierać
byś widział we mnie bóstwo
nie pościeliłeś łóżka
koc był bardzo miękki
kropla czerwonego wina
znaczyła więcej niż kilka kieliszków
chciałam rozmawiać z tobą o folklorze
i skandynawskich romansach
oglądać burzę nad miastem
przy zgaszonym świetle
i chłonąć ją w siebie
- jak ciebie