poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Nadzieja

pod powiekami blady świt
osiada złotem na rzęsach i włosach
złoto i srebro, czerwień i błękit
tak bardzo normalne
tak bardzo doskonałe
za uchem kwiat wspomnień
w oczach zapomnienie
usta klejące się od wielkich marzeń
gwiezdny pył błyszczy na nich niespełnieniem
gdy spada z nieba za nieposłuszeństwo
dłonie są pełne tej głupiej nadziei
co radość przelewa przez palce jak rzekę
pełne jej serce, rozum jej pełny
wylewa się z dzbana nalanego po brzegi
potem została już tylko nadzieja
ona jest wierna
trwa przy mnie na wieki
z nią brnę przez zaspy niewiary, niemocy
gdy sypie się z nieba biały cud udręki

a pod powiekami blady świt
osiada srebrem na rzęsach i włosach

_______________

       Miałam napisać coś krótkiego, dwa słowa o wielkiej treści. Nie wyszło. Słowa popłynęły same i oto tego efekt. Czasem nawet pojawiły się rymy.
       Tak oto zaczynamy kwiecień. U mnie biało, śnieg prawie do kolan.

piątek, 29 marca 2013

Do ojca



Jestem twardy, choć skreśliłeś moją kartę.
Nawet nie wiesz ile moje życie było warte.
Porzuciłeś mnie, gdy miałem kilka lat.
Nie wiesz? Wtedy się zawalił dla mnie świat.
Jeszcze byłem bardzo słaby.
Stąd w mym sercu krwawe ślady.
Czemu tam gdzieś z boku stałeś?
Może Ty się tylko bałeś?
Nie, to nie był zwykły lęk.
Olałeś mnie i w tym tkwi sęk.
Myślisz – szkoda, nie zabiły.
Wiesz, co? Dzięki! Żyć uczyły.
Dzięki Tobie wiem już jedno
Nie chcę jak Ty być na pewno!

* * * (w ręku szklanka)



W ręku szklanka w drugiej broń
Pada strzał opada dłoń
Serce staje dech zamiera
Czarna otchłań go zabiera

Dwa dni wcześniej impreza do rana
Osiemnastka kolegi musi być oblana
Kierowca też pije, jak wszyscy to wszyscy
Nie wie, że od tego zginą zaraz bliscy

Leżał tam i błagał, by to było snem
By tamten wypadek nie wydarzył się
Na nic błagania na nic przeprosiny
To puste słowa dla ich są rodziny