miłość - jak dla mnie jest alkoholem.
takim ostrym i palącym.
lubię na ostro...
uwielbiam ten stan, gdy upijam
swój umysł i odpływam, nie czując bólu.
takie przyjemne otumanienie.
upajam się miłością na umór.
ciągle mi jej mało, wciąż mało.
nie pozwólcie, abym zdechł z trzeźwości!
jabol nie dla mnie - jakbym poszedł
do burdelu, więc okradam samego siebie,
by skosztować drogiej miłości.
wtorek, 24 września 2013
poniedziałek, 23 września 2013
***(ucieczki bywają...)
ucieczki bywają
m ę c z ą c e
nie raz
ostatnim razem
rozerwali nam
p i ó r a
i wszystko i n n e
szeptali
t y l k o
a szkoda
chciałabym trwać
t r a w i ć
powstrzymywać.
m ę c z ą c e
nie raz
ostatnim razem
rozerwali nam
p i ó r a
i wszystko i n n e
szeptali
t y l k o
a szkoda
chciałabym trwać
t r a w i ć
powstrzymywać.
Autor:
Angela Dłubak
Na drewnianej scenie
Na drewnianej scenie spływają po desce,
W kolorach brokatu tak kolejne łzy.
Ich twórca wciąż pragnie zakończyć tę klęskę,
Wychodząc do aktu powieka mu drży.
I choć nie mówił o tym nikomu,
I choć malują na twarzy mu smak,
Nie może dłużej grać sam na tej scenie,
Scenariusz tej sztuki to nie jego świat.
Zgubiony w przestrzeni zatapia w butelce,
Skrywany po dziś dzień przenikliwy ból.
I patrząc wciąż w oczy szmacianej kukiełce,
Zazdrości, że nie zna znaczenia swych ról.
I choć nie mówi o tym nikomu,
I choć malują na twarzy mu smak.
On woli w smutku zatracić swe serce,
Chce zatrzymać w sobie kukiełkowy świat.
Lecz kiedyś po akcie, opadnie kurtyna,
A on w swym ukłonie usłyszy ten wrzask.
Tak zniknie mu z twarzy ponura wciąż mina,
Zrozumie jak wielki przyświeca mu blask.
I zacznie mówić o tym każdemu,
I poczuje w ustach prawdziwy smak.
Bo to najszybsza jest droga do szczęścia,
by umieć pokochać prawdziwy swój świat.
W kolorach brokatu tak kolejne łzy.
Ich twórca wciąż pragnie zakończyć tę klęskę,
Wychodząc do aktu powieka mu drży.
I choć nie mówił o tym nikomu,
I choć malują na twarzy mu smak,
Nie może dłużej grać sam na tej scenie,
Scenariusz tej sztuki to nie jego świat.
Zgubiony w przestrzeni zatapia w butelce,
Skrywany po dziś dzień przenikliwy ból.
I patrząc wciąż w oczy szmacianej kukiełce,
Zazdrości, że nie zna znaczenia swych ról.
I choć nie mówi o tym nikomu,
I choć malują na twarzy mu smak.
On woli w smutku zatracić swe serce,
Chce zatrzymać w sobie kukiełkowy świat.
Lecz kiedyś po akcie, opadnie kurtyna,
A on w swym ukłonie usłyszy ten wrzask.
Tak zniknie mu z twarzy ponura wciąż mina,
Zrozumie jak wielki przyświeca mu blask.
I zacznie mówić o tym każdemu,
I poczuje w ustach prawdziwy smak.
Bo to najszybsza jest droga do szczęścia,
by umieć pokochać prawdziwy swój świat.
Autor:
Unknown
Subskrybuj:
Posty (Atom)