poniedziałek, 12 października 2009

Spotkanie na ławce




Spotkali się na tamtej polanie

Przeklętego rozstania

Wśród krzyków i jęków

Z cierpienia, z tęsknoty

Tragicznych, umarłych kochanków

W codzienność życia



Oczy w tańcu zmysłów

Poiły się niepokorne dawnym widokiem

Pożądań cicho skrywanych snów

Skoczne grały melodie

Dłonie skąpane w słońcu

Powrót do starych dni śpiewał ptak

Gdy cały świat dokoła trwał



To już rok i miesiące dwa

To ta ławka, to ten park

Lustrzanej rzeczywistości blask

Zacierają się szczegóły

Zapomnianych zdjęć

Lecz nieśmiało pytam Cię:

Czy przez mgłę,pamiętasz jeszcze mnie?

Ona tak czule tuliła go



Serce Jego na zawsze

W najmilszym Wilnie zostanie

Rzym już wzywa,Miasto Siedmiu Wzgórz

On w dojrzałość życia wchodzi sam

Ona tak czule tuli go

Gdy cały świat dokoła trwa

Czy  nie musi wino dojrzewać w ciemnych i głuchych piwnicach?
Dlaczego jednak dopiero dziś nauczyliśmy się kroków w naszym wspólnym tańcu zakochania?





Nierozpoznany

 

piątek, 9 października 2009

'lato





płaczmy proszę, płaczmy
i złośliwie
po smukłych murach
skaczmy do słońca.
bądźmy
tak głupi jak zawsze, gdy
nie wstrzymując oddechu
i poprawiając włosy, biegamy
desperacko
po rosie. że niby romantycznie
zbierajmy jagody i uśmiechy dni.

same stukają dziś klawisze blednąc
magią wspomnień. przez palce
czas nam umyka
jesteśmy zbyt leniwi
na miłość




aleksandra.

 

sobota, 3 października 2009

Zabawa




Raz, dwa, trzy! Wypadasz TY!



kości rzuciły się na wyblakłe prześcieradło

mielibyśmy więcej do wyboru

gdyby dłonie przestały grzeszyć naiwni

ci którzy pomarszczonym życiem

wciskają się w ostatnią ramę wschodu



ene due rabe dla ciebie ta modlitwa

nie dostaniesz więcej nic choćbyś

musiał wybierać miedzy sobą a mną

na zawsze pozostaniesz tragiczny



to ja jestem światłem tyś zaledwie naskórkiem

nieskąpych wrażeń i spódnic zadartych

z pokolenia dennych próbek życia

smakujesz niczym ksiądz winogrona



nakarmię cię grzechem o ciało niespróbowane

później wyjdę lustrem spalę nasze mosty

nie zostawiając iskry byś mogło zapłonąć

zniknę w egoistycznym świecie dla takich

jak ja upitych kłamstwem uśpionych złudą



nieuważne oddechy pustymi dzwonkami do drzwi

mówią co mamy robić biją po twarzy na oślep

palimy w ukryciu jakby narkotykiem bywały

orgie dusz opętane pięknem



Cztery, pięć! Kolejną siebie odrywasz część!






Canard